~Sierpień, 2009 ; Portland~
Kurwa, że też musiało zabraknąć benzyny akurat teraz. Jest środek nocy a mój wspaniały tatuś jest takim chujem, że z pewnością wyśle mnie po paliwo, samą. Jakąś drogą której nie znam. Przecież ma to w dupie.
- Rusz się! Trzeba iść po paliwo, byle szybko nie mam wieczności. - Wrzasnął ojciec zatrzaskując drzwi ciężarówki. Był kierowcą tira, nie z powodu braku wykształcenia czy innych ofert pracy, on po prostu zawsze o tym marzył. Lubił to, miał jeszcze inną pracę, nie wiem jaką dokładnie, ale tiry traktował jako hobby. Jeździłam z nim odkąd pamiętam, ale od pięciu lat nie sprawia mi to przyjemności.
Wysiadłam z pojazdu i bez słowa ruszyłam przed siebie, im wcześniej tym lepiej. Byliśmy na jakimś zadupiu, wokół tylko same drzewa i urwiska. - Och. No tak uroki Portland. - Szłam już dobre 20 minut, a nie minął mnie żaden samochód, było ciemno jak w dupie, każdy mógłby wylecieć z krzaków i mnie zgwałcić. Co i tak byłoby lepszą opcją niż siedzenie z tą pizdą, znaną również jako mój ojciec. - Och. 15 latka idąca przy drodze o pierwszej w nocy to przecież codzienny widok. - gadałam sama do siebie sięgając po obozową latarkę, która choć trochę mogłaby mi pomóc w obraniu kierunku marszu. Czułam jakbym wędrowała ponad godzinę, nie wiem ile czasu minęło, nie mam zegarka, a komórka rozładowała się jeszcze przed wjazdem na teren Oregonu. Moje skórzane militarne botki do kostki, powoli zaczynały obcierać. A całe ciało drżało z zimna okryte jedynie szortami z wysokim stanem i koszulką Detroid Pistons na ramiączkach która kończyła się w miejscu zaczęcia talii. Ojciec twierdził, że wyglądam jak dziwka, w dodatku powiedział - uwaga cytuję - " Nie zdziwię się jak cię zgwałcą, w sumie dobrze by było, miałabyś za swoje, może przestałabyś robić z siebie dziwkę. " Ten fiut to miał tupet. Mógłby choć raz schować swoją dumę do kieszeni i ruszyć dupę po benzynę? Bałam się, czy to nie wywiera na nim żadnych emocji? - Kutas. Jebak leśny. - Przez moje myśli przelatywały różne czarne scenariusze, co może się wydarzyć jeśli szybko nie znajdę żadnej stacji benzynowej. Ale jak na zbawienie jakaś się znalazła, no luksusem to tu nie powiało, ale nie narzekam. Usłyszałam głośny warkot silnika i ujrzałam motor pędzący prosto na mnie, chłopak patrzył na mnie z zadziornym uśmieszkiem myśląc, że zacznę uciekać. - Człowieku śmierć mi nie straszna, wolę kurwa umrzeć niż siedzieć z tym lachociągiem. - w ostatnim momencie koleś mnie wyminął. Zatrzymał pojazd obok mnie i zdjął kask. Wyglądał na około 17-18 lat. Miał świeże rysy twarzy. Był ciemnym blondynem, jego kolor włosów można było nazwać wręcz miodowym. Oczy zaszły jakimś niezidentyfikowanym cieniem. Usta miał wykrzywione w cwaniackim uśmieszku. Wydatne brwi unosiły się lekko do góry kiedy nie przestawał marszczyć czoła. Był przystojny. Nieziemsko przystojny. Przystojny jak jasna cholera. Co ja kurwa gadam? Przystojny jak jasny chuj. Nigdy nie widziałam przystojniejszego. - Co taka młodziutka suczka jak ty robi sama w środku nocy na ulubionym zadupiu pedofilii, 50 mil od Portland, huh? - Zapytał szatyn. Jego głos był tak seksowny, jakby dopiero co się obudził, a sposób w jaki oblizywał wargi co trzecie wypowiedziane słowo - nie żebym liczyła, nie, nie! - sprawiał, że robiłam się mokra. - Skończyła się benzyna. - Wydęłam dolną wargę i wzruszyłam ramionami, zalotnie się uśmiechając. Bzyknęłabym go. Jest gorący, przystojny i kurwa długo mogłabym wymieniać, ale wiem że nie chcecie tego słuchać. - To chujowe miejsce wybrałaś niunia, mieszają tu benzynę z wodą, jeśli wzięłabyś jeden karnister - bo załóżmy tyle udźwigniesz, a będzie to trudne - to nawet nie odpalisz samochodu. Chodź wskakuj, mam w domu dwa karnistry czystej benzyny, mieszkam niedaleko, przesiądziemy się w mój samochód i zawieziemy je gdzie tylko będziesz chciała. Zgoda? - Chwilę się wahałam, no bo kurwa, jest jakiś... miły, w dodatku proponuję coś tak miłego. Powinnam z nim jechać? - Dlaczego chcesz to zrobić? Czego chcesz w zamian? - zapytałam. - Niczego, to koleżeńska przysługa, skarbie. - Powiedział wkładając mi kask na głowę. Złapał mnie za rękę i pomógł wsiąść na jego motor. W zasadzie ojciec ma teraz czterogodzinną przerwę i wysłał mnie po paliwo, bo chciał uciąć sobie drzemkę, więc nie był by zadowolony gdybym przerwała ją wcześniej więc mam czas. Niby mu nie ufam ale kurwa yolo.
Jechaliśmy strasznie szybko, obraz mi się zamazywał choć i tak chuja widziałam w ciemności. Musiałam mocno przylgnąć do jego pleców, bo bałam się prędkości. Kiedy moje ręce opatulały jego tors, chłopak cały się napiął i mięśnie na jego brzuchu przypominały małe cegłówki. Kiedy dojechaliśmy pod jakiś apartamentowiec w centrum Portland, zsiadłam z motoru oddając chłopakowi kask. Łapiąc za zapięcie, ściskał go w lewej ręce natomiast prawą, delikatnie złapał mnie za dłoń. Chwile później poczułam mocne pociągnięcie, aż wręcz szarpnięcie i przebiegliśmy przez ulicę w kierunku apartamentowca, weszliśmy do lobby, ale nie skupiłam się na jego wnętrzu tylko na chłopaku. Windy powitały nas ciepło otwierając swoje metalowe drzwi. Szatyn wcisnął ostatni guzik, a maszyna zabrała nas w oka mgnieniu na najwyższe piętro.
Weszliśmy do mieszkania. Brązowooki powędrował do swojej sypialni -jak mniemam- i wskazał gestem ręki bym poszła ze nim. Dotarłam do pomieszczenia które miało całe ściany pomazane kolorowym graffiti. Jakieś sentencje 2paca, inne gówna, plakaty Mike'a Tyson'a, a także gwiazd koszykówki takich jak Michael'a Jordan'a, a nawet całe drużyny między innymi Pistons, Pacers, Knicks, Celtisc, Bulls, Heat, Spurs lub Nets. Miał tego multum, w rogu zauważyłam piłkę do kosza Spalding, którą tak często widywałam na ekranie telewizora. Na ścianie wisiał płaski telewizor a łóżko miał w lekkim nieładzie. Zdaje się, że należał do bogatych dzieciaków. - Teraz już wiesz dlaczego od razu cię polubiłem. - Wyszeptał skubiąc koniec mojego krótkiego fanowskiego topu. Kutasowy uśmieszek nie schodził mu z twarzy, kiedy patrzył prosto w moje oczy. Szatyn zmniejszał między nami odległość, aż w końcu zaatakował moje usta. Przylgnął do nich gwałtownie, ale rozluźnił się i robił to bardziej delikatnie, jego język powoli kreślił kształty na moim podniebieniu. Rzucił mnie na łóżko, nie przestając całować. Lubiłam to. Nie żartowałam z tym, że bym go bzyknęła. Jego ręce jeździły wzdłuż mojej talii, kończąc na udzie. Natomiast moje macały jego tors przez czarny t-shirt z dekoltem w serek. Wstał ze mnie odrobinę, rozłączając nasze usta i pospiesznie zrzucił z ramion skórzaną kurtkę. Zdjął buty mi i sobie. Po czym wrócił do całowania, robił to z pasją, zjechał na moją szyję, która wygięła się w łuk z rozkoszy. Obsypywał ją masą pocałunków, aż w końcu zrobił malinkę, tuż pod uchem. - Dobrze, przynajmniej będę mogła ją ukryć przed ojcem. - Wracając ...Uhm, zdjął swój t-shirt przez głowę, szybciej niż zdążyłabym policzyć do trzech, potem zabrał się za mój top. Pozbył się go i machinalnie odpiął też mój stanik. Leżałam przed nim pół naga jednak on, całował tylko moje usta, ściskając lewą pierś w ręce. Zdjął spodnie, pozostając jedynie w bokserkach. Powoli jak żółw zabrał się za mój rozporek, całował mój brzuch aż doszedł do guzika, jedną ręką rozpiął cały mechanizm, po czym zsunął spodenki z moich nóg, rzucając materiał gdzieś w kąt pokoju. Przypomniało mu się o moich ustach, zaczął je przygryzać, ssać. Jego język był niesamowity wił się niczym wąż w ustach, jednak był delikatny, aż chciało się go więcej i więcej. Poczułam jego rękę w miejscu, w którym nie powinno jej być, ale czułam, że to on jest tym odpowiednim. Jęknęłam z zadowolenia, na co spił mi jęk z ust, całując każdy ich milimetr. Nasza bielizna wyparowała, jakby w ogóle nie istniała. A adrenalina z każdą sekundą rosła w moich żyłach, napawając mnie satysfakcjonującym uczuciem. Kurwa, to było idealne. Latarnia rzuciła poświatę przez okno lekko oświetlając jego ciało i twarz, więc mogłam mu się bardziej przyjrzeć. To że na mnie leżał sprawiało że widziałam go jako króla, lubił górować, widzę to. Był piękny, niesamowity, nie z tego świata. Miał kilka tatuaży na torsie, natomiast na ręce miał wytatuowany rękaw, dostrzegłam tam rycerza, jakąś kobietę ze skrzydłami, rybę i kilka innych drobiazgów które nasączyły tuszem jego skórę. Przyłapałam go jak bezczelnie gapił się na moją twarz, chociaż, cholera, robiłam to samo. - Dlaczego tak na mnie patrzysz? Mam coś na twarzy? Wiem, że jestem brzydka, więc kurwa przestań, popatrz na coś innego, stresujesz mnie. - Powiedziałam ciężko dysząc. Aż biło od nas pożądaniem. - Jesteś najpiękniejszą istotą na ziemi, chcę ciebie, potrzebuję, nigdy nie odchodź. - Wydyszał, by po chwili zaatakować moje usta. Bez ostrzeżenia wszedł we mnie, zaskoczona ugryzłam go w usta by zaczerpnąć powietrza. - Jesteś taka ciasna. - Szepnął. Wiem że to tylko jednorazowy numerek, ale coś we mnie kazało mi rozkoszować się tą chwilą, bo ona nigdy nie wróci, a wspomnienia wracają, zawsze. Dlatego są wspomnieniami. Ruchy chłopaka stały się coraz pewniejsze, sama również zrobiłam się śmielsza, oplotłam go nogami na wysokości bioder, a pracą mojego kręgosłupa pogłębiałam ruchy jego penisa. Było mi tak dobrze, miałam ochotę krzyczeć jego imię kiedy tylko wchodzi we mnie, ale nawet tego nie wiem. Nie wiem tak banalnej rzeczy jaką jest jego imię. Uspokoiłam moje zapędy erotyczne, i westchnęłam kiedy krzyż zawieszony na jego szyi drasnął mój nos. - Jak ty masz właściwie na i-imię? - Zająknęłam się pod wpływem jego podniecających ruchów. - Justin. - Wydyszał. - A ty, dianiele? - dokończył. - Dianiele, co to ma niby znaczyć? - zapytałam. - To znaczy, że jesteś moim aniołem, który zesłano mi z niebios, ale w tym momencie jesteś niegrzeczna i ostra jak diablica, wiesz że to nielegalne, złotko? - Mówienie sprawiało mu cholerną trudność. - To jest nielegalne tylko jeśli dasz się złapać, Justinie. - odparłam, próbując za wszelką cenę zataić jak jest mi dobrze. - Więc... jak masz na imię? - zapytał ponownie. - Och. Sherilyn, ale wystarczy Sherry. - Odpowiedziałam z uśmiechem. - Dobrze więc, Sherry przygotuj się na najlepszy oral swojego życia. - wydyszał, by chwilę później przyspieszyć swoje ruchy co najmniej 20 razy, było tak przyjemnie, czułam, że jestem mokra. To było kurewsko ostre, moje paznokcie zostawiały krwawe ślady na jego plecach. Nie wierzyłam że to się stanie ale jednak... Szczytuję. Justin doszedł we mnie. Opadliśmy na łóżko.
Jest jeszcze jedna rzecz, której z pewnością nie zapomnę do końca życia, na koniec spotkania obiecał, obiecał, że po mnie wróci, powiedział " Choćby nie wiem co, choćbym miał iść na koniec świata pieszo, zrobię to, znajdę cię, wrócę po ciebie, aniele. " Będę czekać, choćby wieczność. Kiedyś się zobaczymy Justin ... Wierzę w to.
______________________________________________
Niby prolog, ale długi i głupi jak jasna cholera. W każdym razie, mam nadzieję, że komuś się spodoba.
do następnego. xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz